Przegląd Eroge #43 Maitetsu czyli o loli, która jeździła koleją [+18]

Witam. Tekst +18.
Tytuł: Maitetsu
Wydawca: Sekai Project/Fakku (patch +18)
Producent: Lose
Gatunek: Visual Novel
Gdzie kupić: JastUSA*, Mangagamer*, Fakku*, Steam* (wersja ocenzurowana, wymaga płatnego patcha ze strony Fakku**)
*KAŻDA wersja gry jest ocenzurowana (nie licząc scen +18), usunięto kilka grafik i niektóre zmodyfikowano (o tym więcej w tekście), tu można pobrać fanowski patch "przywracający": link
**Tu warto wspomnieć, patch dodaje tylko bonusowe scenki erotyczne nieobecne w głównej fabule gry (są dostępne z menu po ukończeniu określonych rozdziałów, nie mają jakiegokolwiek znaczenia dla fabuły, a w sumie to chyba są niekanoniczne). W sumie nie są wymagane, jak ktoś nie jest zainteresowany erotyką z loli... W każdym razie, aby do patcha się dostać, trzeba założyć konto na stronie Fakku i w ustawieniach konta zezwolić na mocne treści.
Wstęp:
Mineło już trochę czasu od ostatniego przeglądu, w sumie, to już mamy nowy rok, a omawiana dziś gra pojawić się miała kilka tygodni temu, ale mówiąc prawdę, to mi się nie chciało. Omawiany dzisiaj tytuł, to gra ciekawa, bo trudno mi powiedzieć czy jest to twór bardziej dla fanów loli... czy kolejnictwa. W ogóle, kolejnictwo to temat mi dosyć bliski, bo związany z moim zawodem, spodziewaliście się tego? W każdym razie, w Maitetsu po raz pierwszy zagrałem... chyba 2 lata temu? Nie jestem nawet pewien, popełniłem wtedy błąd, że skończyłem jedną ze ścieżek (Hachiroku) i stwierdziłem, że ok, kolejna będzie po małej przerwie na coś innego. No. Nie polecam tak czytać visual novel.
Fabuła:
Historia, to nic skomplikowanego czy szczególnie poważnego. Tak więc pierwsze co widzimy, to poważny wypadek, wykolejenie się pociągu i śmierć rodziny głównego bohatera, Sotetsu. Było to dla niego przeżycie tak tragiczne, że poniekąd zamknął się w sobie, do pewnego stopnia tłumiąc w sobie wszystkie emocje. W końcu został sam, jak palec. Stracił nie tylko rodziców, ale i siostrę, z którą był naprawdę mocno zżyty. Został jednak przygarnięty przez rodzinę Migita, właścicieli lokalnego browaru.
Lata minęły, a Sotetsu w końcu wrócił w swoje adoptowane, rodzinne strony. W tym świecie, istnieje coś takiego jak "Aicra", czyli silnik mający tyle mocy, że ja piernik bym sobie zjadł. Choć nie nadaje się on do napędzania wielkich pojazdów transportowych, z powodzeniem doprowadził on do upadku krajowych linii kolejowych. Po co płacić za bilet, jak można mieć samochód napędzany silnikiem z nieskończoną energią? W każdym razie, Aicra chce wybudować swą fabrykę zaraz obok jeziora, co może znaczący zagrozić nie tylko browarowi Migita, ale i potencjalnie całej mieścinie, która i tak już nie miała tam lekko. Historia tej gry, to coś mocno przyziemnego i powiedziałbym sielankowego, z lekka melancholijna opowieść o próbie przywrócenia miasteczka do jego dawnej świetności.
---
Dobra, zmienię teraz nie co format tych blogów, bo od dłuższego czasu czuję, jakby były zbyt "suche" i schematyczne (od dłuższego czasu tych blogów też nie było, ale mniejsza, a może powinienem powiedzieć lolisiejsza?). Maitetsu jest visual novelą, to już wiecie, są tutaj wybory, ale tak nie do końca. Mamy typowo "common route", który jest chyba najdłuższą częścią gry, trwa z 10godzin (na oko) i po jego ukończeniu dostajemy wybór, który prowadzi nas do ścieżki jednej z panien. Przechodzimy te ścieżki, odblokowujemy kolejne, no dosyć typowe dla visual novel.
Ta gra, to moege, czyli najważniejsze są tutaj słodziutkie, jak lukrowane ciasteczko polane przesłodkim karmelem i zabawne anime dziewczynki, wieku różnego (przedział to coś koło 7 do 99lat). Fabuła? Jest, coś tam wam streściłem. Ze wszystkim gier, jakie tu omawiałem, wydała mi się ona być najbardziej... nie wiem, przyziemna. Trochę jak serial obyczajowy typu Ranczo czy... nie oglądałem takich zbyt wiele. Wiecie, coś tu się dzieje, fabuła powoli jest pchana do przodu, ale cała radość z gry polega z dialogów i ogólnie postaci.
Było wiele momentów, gdzie nie byłem pewien czy ta gra jest skierowana bardziej do fanów kolejnictwa, czy może słodziasznych loli. Gra rzuca w nas masą różnych pojęć, o tym jak działa lokomotywa, jak trudno ją rozpalić i zachować ciepło w piecu, czy dbaniu o samą trakcję, szyny kolejowe i inne takie, gra dosyć sprawnie nam to tłumaczy, a gdybyśmy się pogubili, to jeszcze dodaje nam słowniczek tzn. każde istotne słowo jest napisane innym kolorem i klikając w nie otwiera nam się wyjaśnienie. Tu mam pewien problem, bo o ile mogę uwierzyć w konieczność nagrzewania parowej maszyny przez kilka godzin, to nie jestem pewien czy... no, czy faktycznie każdy maszynista miał do pomocy swoją małą, prywatną loli pani maszynistke?
W tym świecie istnieje coś takiego jak "Raillord", są to... i tu nie wiem, bo gra chyba tego nie tłumaczy. Powiedzmy, że bio maszyny, które wyglądają i... to eroge przypominam, więc te maszyny wyglądają i działają, jak małe dziewczynki. Do tego mają niezwykle istotny ficzer (lekki spoiler, chyba?), a więc kiedy odpowiednio się z kimś przywiążą, to odblokowują się jej inne funkcje... Takie, wiecie, biologiczne, związane niby z dziećmi, ale to jednak nie ludzie, więc spokojnie, można z nimi ile się chce.
Ogólnie świat tej gry jest trochę dziwny. Znaczy, gra wiele rzeczy traktuje na serio rzeczy, które mi wydały się mocno głupie lub lekko dziwne. W jednej ze ścieżek mała dziewczynka (dalej chodzi do szkoły) startuje na stanowisko burmistrza, bo czemu niby nie? (Jej koleżanka ze szkoły pracuje w banku na wysokim stanowisku, to przecież nie będzie od niej gorsza) W sumie nie wiem czy była nieletnia (e, znaczy to eroge, wszystkie mają co najmniej 18lat ;)), bo w jednej scenie (jak dobrze pamiętam) troszkę przesadziła z alkoholem. Pewnie jesteście zaznajomienie z łaźniami? W anime/VN często jest taki wątek, że są tam gołe baby i np. chłop przypadkiem tam wejdzie, albo dzieją się inne rzeczy, gdzie kończy się to tak, że dostanie plaskacza na ryj, zwyzywają go od zboczeńców i wygonią. No, to tutaj całkiem normalnym i dosyć często powtarzającym się zjawiskiem, jest wizyta w łaźni dorosłego chłopa (protagonisty) z grupą biololimaszyn, małych dziewczynek i jednej dojrzałej koleżanki z dzieciństwa (czasem i jego młodszej siostry) no i... Zabawny wydał mi się właśnie fakt, że żadnej z pań nie obchodzi, że jest tam z nimi mężczyzna (każdy w negliżu, nikt nic się nie zasłania). Jedna na początku się trochę wstydziła, druga kazała się trzeciej zakryć, ale ta stwierdziła, że "po co, przecież nic mi z przodu nie dynda" no i wszystkie się przyzwyczaiły.
I żeby nie było, protagonista nie miał jakichkolwiek zboczonych myśli podczas tych kąpieli. On w ogóle jest przedstawiony jako taki spokojny człowiek, poważny i pozbawiony uczuć, więc myślę, że taka scena ładnie pokazuje, jak mocno jest on z tych uczuć wypranym. Za to była scena, gdzie nagle coś się zmieniło, spojrzał na cycuszki swojej siostrzyczki i stwierdził, że chyba coś czuje. Poszedł się więc poradzić do swojej starszej koleżanki, a ta po chwili namysłu pozwoliła mu popatrzeć na swoje bimbały, tu już nic nie poczuł, ale docenił ich piękny kształt.
Postacie w tej grze, to w ogóle jedyne co mnie przy niej trzymało, ale to już tak jest z większością eroge. Mamy tu oczywiście sporo loli, bardziej lub bardziej słodkich (nie ma mniej słodkich loli). Twarzą gry oczywiście jest Hachiroku (jej imię znaczy 86), ma ładne czarne wdzianko, jest malusia i oczywiście najstarsza z całej gromady. Pomimo jej lolistycznego wyglądu, zachowuje się najdojrzalej ze wszystkich, a do tego jest tania w utrzymaniu. Jeździ lokomotywą parową, taką na węgiel więc oczywiście sama ten węgiel wcina... I TERAZ JESTEM ROZSIERDZONY, W GRZE JEST MASA SCEN, GDZIE MÓWI SIĘ, JAK SOBIE SMACZNIE CHRUPIE WĘGIEL, ALE NIE MA ANI JEDNEGO, ANI JEDNEGO!!! OBRAZKA, KTÓRY TEN PROCES PRZEDSTAWIA. JAK MOŻNA BYŁO DOPUŚCIĆ DO TAK WIELKIEGO NIEDOPATRZENIA? W ogóle, raillordy/loli maszynistki mają dwa ciała, jedno tyciusie, aby łatwo było je przenosić i drugie, które ma służyć do pracy (chyba, nie pamiętam szczegółów prawdę mówiąc.
Nie będę tu opisywał każdej postaci, więc powiem tylko o tych z głównych ścieżek. Tak więc drugą, a do tego chyba moją ulubioną, a na pewno z najciekawszą ścieżką, była młodsza siostra (przybrana) protagonisty czyli Hibiki. To zabawna loli, mówi z lokalnym akcentem i się tego wstydzi, dosyć mocno, więc zawsze zabawnie jest słuchać, jak orientuje się, że go użyła i próbuje się poprawić. Trzecią postacią jest Paulette, czyli Paulinka. Ona nie jest loli.
Ogólnie spoko produkcja.
Jest jeszcze Maitetsu: Last Run, czyli ta sama gra, ale 2x więcej zawartości, nowe postacie, dodatkowe epilogi dla każdej postaci i brak wersji angielskiej. A to szuje.
edit: z tego wszystkiego zapomniałem, że to eroge xd. No to wiecie, są sceny seksu, ale jakie one są i z kim? Z kim, to się możecie domyślić, że z każdą postacią płci żeńskiej (no nie każdą, ale większość, zwłaszcza loli). Żadna z nich nie występuje w głównym wątki i wszystkie wybiera się z menu. Nie wiem czy są nawet kanoniczne względem głównej osi fabularnej, w tej jedynie z może raz było czuć takie "o tu powinna być scenka". Ogólnie powiem tak, wszystkie scenki to raczej "vanilla" taki zwykły seksik, raz chyba się pani przebrała w strój gimnastyczny i mieli razem ćwiczyć.
Wszystkie scenki są animowane, to spory plus, ale są też ocenzurowane. Jest mod, aby tę cenzurę znieść, ale... Wiecie, za tą cenzurą generalnie nie ma nic ciekawego. Znaczy nie mówię, że nie jestem zainteresowany zobaczyniem gła... może lepiej nie będę tego rozwijał, chodzi mi o to, że w eroge w 100% przypadków genitalia są ocenzurowane i w 95% przypadków pod tą cenzurą są jakieś bazgroły, co to ja bym w paincie mógł zrobić. I ten mod właśnie to robi, pokazuje nam bazgroły na poziomie karniaków z zeszytu.
Polecam, bo to wygląda zabawnie. Jak pieczołowicie wykonane obrazki mają na odwal się zrobione części ciała.
Ogólnie też powiem, że jak kogoś kręcą moe loli gry, bo lubi słodkie loli, bo są słodkie, a scen 18+ z nimi widzieć nie chce, to w Maitetsu spokojnie można zagrać bez nich, bo jak mówiłem, nie ma ich w głównej osi fabuły, a są dostępne z menu. Wtedy nie tylko gra wychodzi bardzo tanio (częste promocje koło 27zł na Steam), to i tak dostaje się ogromny tytuł na koło 50h. Nie jestem pewien jak z fanowskim restoration patchem, który przywraca scenki do gry. W sensie, w grze wycięto parę scen lub je zmodyfikowano. Nic ekstremalnego, tu jej widać majtki, tam sutka, takie raczej lekko ecchi rzeczy. Nie jestem pewien czy wycięli coś z tekstu. W każdym razie, dlaczego w ogóle to wycięli? Otóż wydawca o tym nie wiedział, dopiero potem się okazało, że sami twórcy dali im build gry przeznaczony do wydania "all ages" (tak się określa wydania gier bez scen erotycznych, zwykle są to wersje dla konsol).
W ogóle z twórcami, czyli Lose, to dziwna sprawa, bo teoretycznie się zamknęli, ale widziałem, że chyba mają inną firmę, która próbuje zrobić z Maitetsu inną markę nie kojarzącą się z lolistycznymi hentaiami. Znaczy, wydali grę o nazwie Rail Romanesque origin... i to jest dosłownie to samo co Maitetsu: Last Run, ale z inną nazwą xd. Jest też anime Rail Romanesque, ma 5/10 na MALu, chyba nie jest zbyt dobre. koniec editu
Poza tematem czyli nie wiem co będę pitolił:
To ten, troszkę mnie nie było jeżeli mowa o tej serii blogowej. Wiele się u mnie działo, a tak właściwie to jest jak było. Choć w parę erogę przez te parę miesięcy grałem, to nic nie dało mi takiego "ale dobra gra, chciałbym o tym komuś opowiedzieć", więc dlatego też nic tutaj nie pisałem. Przegląd Eroge powstał w jednym celu, a właściwie w dwóch. Pierwszy to taki, że zagrajcie w Rance, a drugi, że jest sporo eroge, które zasługują na uwagę, a wiele osób nawet na nie nie spojrzy, bo "łee porno, to nie może być dobre". Tak wiec tak sobie piszę o grach porno, w które (w większości) warto zagrać dla fabuły czy gameplayu.
Teraz wracam, i już wam mówię, że nie na długo. Główny cel mojego powrotu, to przypomnieć wam o moim istnieniu, zrobić z 2-3 blogi, a potem zakończyć to z takim jednym eroge, które wychodzi 27marca, a je pewnie będę w to grał z dwa tygodnie (jakbyście czytali moje blogi uważnie, to pewnie byście się już domyśleli, że chodzi o Rance 03). Także przygotujcie się na parę blogów w każdy weekend, będą raczej krótkie, choć w sumie nie wiem.
Jak zawsze, nie jestem zadowolony z tego co tu napisałem, ale chciałem zrobić blog o tej grze, aby móc dać w tytule "o loli, która jeździła koleją" no serio, ja to z 2 lata temu wymyśliłem, ale dopiero niedawno (no z pół roku temu) grę skończyłem i mnie przez ten czas tak mocno korciło.
Ale chwila! Teraz pora na kącik ZBOCZENIA z tematu:
Jestem PCtowcem, możecie o tym wiedzieć, a może nie. Konsol wiele w życiu nie używałem, ale był taki okres, gdzie troszkę zazdrościłem tych gier od Sony czy Nintendo. No wiecie, tych co każdy zachwalał, że są mesjaszami gejmingu, grami tak super dobrymi, że nikt ich nie może doścignąć. No ogólnie mocno chwalone tytuły. Wiadomo, dostęp do gier Microsoftu na PC od dłuższego czasu miałem. Halo mi się dosyć mocno spodobało, głównie Reach i 3, no lubię FPSy, zwłaszcza, jak mogę w nie grać na klawiaturze i myszce. Gearsy 1 i 5 też były dla mnie całkiem dobre, ale najbardziej spodobał mi się Sunset Overdrive, prawdziwy "hidden gem". Grałem też w jeszcze parę gier, ale w sumie nie pamiętam.
Wiadomo, Sony wydaje gry na PC od dosyć niedawna (w sumie 5 lat chyba?), i jako, że to są tak super gry, to oczywiście... nie rzuciłem się na nie od razu, tylko trochę poczekałem. Bo w sumie jak już wyszły, to nie było tej otoczki, że to coś wyjątkowego. Zagrałem w parę z nich i... nie wiem czy mogę powiedzieć, że jestem zadowolony. Gry były dobre, ale nie widziałem w nich nic nadzwyczajnego, a więc tak, powiem o tych, w które grałem w dokładnie tej kolejności... Dobra, nie pamiętam kolejności, ale to chyba było tak:
(to w sumie blog o maitetsu, więc dla niepoznaki będę dawał obrazki tylko z tego)
- Uncharted 4 + ten dodatek - grafika dalej wygląda dobrze i to naprawdę dobrze, zwłaszcza modele postaci i ich mimika. Mam z tu jednak pewien poważny problem... Gra jest mocno nastawiona na fabułę, ma masę przerywników filmowych i scenek "gadanych", a wszystko to dla fabuły, która jedną z najbardziej generycznych fabuł jakie znam. Dosłownie czułem się, jakby twórcy po prostu szukali najpopularniejszych i najbardziej przewidywalnych wątków z filmów przygodowych i przerobili to na grę. Ooo brat protagonisty umiera na początku? To był moment w którym przewidziałem - przeżył, wróci po latach bo trzeba mu pomóc, w jakiś sposób oszuka protagonistę, na koniec umrze poświęcając się dla swojego brata... To były moje przewidywania, nie trafiłem tylko z zakończeniem. Gameplay był spoko, nic nadzwyczajnego. Dobra dalej, nie mam całego dnia:
-Ratchet i Clank: Rift Apart - w sumie moja ulubiona (jak na ten moment) gra Sony, niezbyt długa, nie przegadana, fabułka spoko, kojarzyła mi się mocno z Fineaszem i Ferbem (ten film), taki film dla dzieci co wygląda bardzo ładnie. Gameplay szybki, choć niezbyt wymagający. Dobra gra po prostu. Zawód taki, że to całe "oo to zmienianie wymiarów jest możliwe tylko na SSD w PS5", to jednak ogromny zawód. Znaczy, robi to momentami wrażenie, ale gra nie wykorzystuje tego w żaden kreatywny sposób, przez 99% czasu to tylko taki graficzny bajer. Już Titanfall 2 czy Dishonored (też 2) robił coś podobnego i robiły to CIEKAWIE, a pewnie i znalazłym więcej gier z podobnymi rzeczami.
-Spider-Man - mój największy zawód, powiem tak, granie pajączkiem spoko, wszystkie inne było do kitu. Jakieś "skradanie na szynach" z MJ i Milesem (PO CO TEGO TYLE BYŁO? KTO UZNAŁ TO ZA CIEKAWE?), układanie kabelków czy co to tam było, super, dzięki Insomniac, za opcję pominięcia tego. Ogólnie to jest gra Ubisoftu, dosłownie mam wrażenie, że jakby zmienić loga producentów, to nikt by się nie pokapował, bo to jest ten sam poziom. Może jedynie bugów mniej i optymalizacja jakaś taka lepsza. Powiedziałbym coś o fabule, ale nic z niej nie pamiętam.
-God of War (2018) - wolałem te z PS2 szczerze mówiąc. Gra dosyć przegadana, z gameplayem prostszym i gorszym niż w poprzednikach. Najbardziej mnie wpieniało, jak (zwłaszcza na początku) po prostu potykamy się o te skrzynki z jakimś nic nie znaczącym lootem. Po co te elementy RPG w tej grze? To praktycznie nic nie wnosiło do tej gry.
Znaczy nie zrozumcie mnie źle, wszystkie te gry był dobre i mi się podobały, po prostu nie są dla mnie niczym wyjątkowym. Jak ktoś mi powie, że to dlatego, że nie grałem w nie na premierę, to tylko napomknę, że w wiele moich ulubionych gier grałem w 10 czy 20lat po ich premierze.
Ale to tak naprawdę był tylko wstęp do tego, że kupiłem Switcha (od znajomego po taniości), więc mogę nazwać się konsolowcem! E, tak, Switchem też się rozczarowałem. Ale nie grałem na nim w zbyt wiele. Na pierwszy ogień poszło najważniejsze... Seven Pirates H, gra twórców Neptunia, akurat w promocji były, a inne gry sobie zamówiłem pudełkowo. Grałem w to chwilkę tylko, ale mam zamiar wrócić, jak skończę Xenoblade Chronicles. W tej grze jestem już prawie pod sam koniec i ten no. niezła gra, ale to tyle. Sam świat, jego lore i projekt lokacji, to coś niesamowitego. Fabuła i postacie są już dla mnie "meh", takie raczej średnie.
Pierwszą grą jaką skończyłem na Switchu była Bayonetta 2 i nie powiem, gra prawie tak dobra jak jedynka, ale może przez brak stabilnych 60fps i gorszą rozdzielczość czułem regres. No i gra była nieco łatwiejsza i nieco krótsza od jedynki.
Jeszcze trochę pograłem w Mario Wonder, bo akurat chciałem pograć w platformówkę 2D, a swego czasu na twitterku widziałem wiele twitów, jak to jest naprawdę super dobra i super pomysłowa gra... Wiecie co wam powiem? Gra jest naprawdę pomysłowa i super... znaczy, pomysłowa jest czasami, w paru etapach, a super to jest w tytule, bo się nazywa Super Mario Wonder. Większość poziomów, to raczej standardowa platformówka, czasem zdażą się jakieś lepsze (np. taki ze śpiewającymi roślinkami... choć to mam wrażenie po prostu odgapili z Raymanów Origins i Legends, czyli tych sporo lepszych platformówek od tego Mario).
Dla odmiany gra, która bardzo mi się spodobała: Groove Coaster: Wai Wai party - lubię gry rytmiczne, choć nie jestem jakimś ekspertem. Ponad 100 godzin (i 100% osiągnięć) w Hatsune Miku i Muse Dashu jednak mam, czasem do tych gier nawet wracam, a ostatnio (na PC) sporo pograłem w Taiko no Tatsujin (ale do tego chyba nie wrócę, Muse Dash jest dosyć podobny i dla mnie sporo lepszy przez lepsze piosenki, Taiko wygrywa tylko paroma openingami z anime, które lubię). W każdym razie, Groove Coaster jest super, fajnie mi się gra, ale nie mam zamiaru płacić 60zł za jedno DLC, których jest 52 i każde dodaje tylko 10piosenek. Taiko ma abonament (17zł miesięcznie) dający razem ponad 800 piosenek, Muse Dash daś miał kiedyś DLC dające wszystkie aktualizacje za darmo, więc za 60zł mam grę z ponad 600 piosenkami.
No i ostatni tytuł - Hyrule Warriors: Age of Calamity - lubię musou, więc zagrałem w to musou z Zeldą i nie powiem, czuję się, jakbym grał w dowolną grę z tego gatunku, ale są postaci z Zeldy, a sama gra ledwo co działa. Nie wiem, na oko to średnio działa w 20fps, ale o dziwo jakoś daję radę w to grać. I tu ogólnie pojawia się mój problem z exami. Określę to w jednym zdaniu "gry ekskluzywne, to tytuły w którę chcę zagrać, na sprzęcie którego nie chcę posiadać", wiem, że "o, ale jakoś muszą sprzedać konsolę" i to mój problem, przynajmniej jako PCtowca. Konieczność zakupu o wiele gorszego sprzętu, aby zagrać w gry w o wiele gorszej jakości niż mógłbym to zrobić na swoim obecnym już sprzęcie.
(Napisali to tak, jakby miało chodzić o Hitlera xd, ale nie wiem, chyba chodzi o Picasso?)
Ha! Tak naprawdę, to nie ostatni, bo najlepsze zostawiłem na koniec... Fitness Boxing Feat. Hatsune Miku, tak... Pograłem w to trochę, w sumie spoko pomysł, ale jest tam tylko chyba 20piosenek więc szybko poszło w kąt. Znaczy, to bardziej program ćwiczeniowy, ale jako, że pracuję fizycznie + codziennie jeżdzę rowerem do pracy (poło 30min w jedną stronę), to nie czuję, abym potrzebował dodatkowych ćwiczeń (nie żebym tez miał na to chęci).
Lubię pisać bzdety, przypominam, następny blog gdzieś w następny weekend. I tak aż do bloga o... jakbyście czytali, to byście wiedzieli. Dobra, nara.