Graliśmy w Atomfall. To taki brytyjski Stalker z odrobiną Fallouta. Surowy, ale obiecujący sandbox

Graliśmy w Atomfall. To taki brytyjski Stalker z odrobiną Fallouta. Surowy, ale obiecujący sandbox

Maciej Zabłocki | 10.03, 11:40

Jeśli mieliście w głowie obraz „brytyjskiego Fallouta”, to Atomfall dość szybko rozwieje te skojarzenia. Nowa, pierwszoosobowa gra RPG od Rebellion robi coś zupełnie innego: stawia na wielką, otwartą piaskownicę, oferując graczowi wiele swobody. Od sposobu rozgrywki, aż po decyzje moralne, które mogą się zemścić – lub wynagrodzić – w najmniej oczekiwanych momentach. Miałem okazję pograć ok. półtorej godziny i chętnie podzielę się wrażeniami. 

Już po kilku pierwszych minutach błąkania się po sielskich, a zarazem niepokojących okolicach jezior w Lake District, skojarzenia z Falloutem ustąpiły miejsca wspomnieniom ze Stalkera czy nawet Metro. Jest tu klasyczny brytyjski klimat, mnóstwo soczystej zieleni i mgły w powietrzu, ale też brutalny system walki, który nie wybacza błędów. Wiele osób z góry zakładało, że dostaniemy typowego postapo w stylu Bethesdy czy Obsidianu – i o ile pewne inspiracje są widoczne, to Atomfall buduje własną tożsamość na bazie brytyjskiej literatury SF i filmowych wizji w rodzaju „Dnia Tryfidów” czy „The Prisoner”. Mamy więc opresyjną władzę bez uśmiechniętego faceta w garniturze, sporo okultystycznych motywów i piękną, malowniczą – na pierwszy rzut oka – Anglię zmutowaną pozostałościami po bliżej nieokreślonej katastrofie nuklearnej.

Dalsza część tekstu pod wideo

Rebellion zaufało graczom w kwestii eksploracji świata. Zamiast prowadzić nas za rączkę i spamować znacznikami misji, Atomfall pozostawia graczy w strefie kwarantanny (w okolicach Lake District), kompletnie nie wyjaśniając, kim jesteśmy ani dlaczego tu trafiliśmy. Od pierwszej minuty możemy iść w dowolnym kierunku, narażając się przy tym na druidów, żołnierzy czy rozmaite zmutowane kreatury, które z ogromną ochotą rozerwą nas na strzępy. Brak precyzyjnych wytycznych może początkowo dezorientować, ale uczucie wolności bywa odświeżające: natrafiamy na notatki, nagrania, rozmawiamy z jedynymi przyjaźnie nastawionymi NPC-ami, a to wszystko powoli składa się w większą całość. Trzeba jednak lubić taką zabawę i tego typu charakter rozgrywki, żeby się w tym odnaleźć. 

„Anec-dose”: czyli przygody rodem z anegdot

Atomfall_1
resize icon

Osobiście uważam, że jeśli dostajemy jakiegoś sandboxa i tak wielką swobodę, to świat powinien być wypełniony po brzegi jakimiś niespodziewanymi aktywnościami. Już na starcie zabawy spotkała mnie mało sympatyczna przygoda. Ledwo co zebrałem jakieś pozostałości po dwóch martwych wędrowcach, a tu nagle słyszę jakieś krzyki z góry i nim się obrócę, biegnie na mnie trzech wojaków z pianą na ustach. W te pędy chwyciłem kij do krykieta i naparzam, ale wymachiwanie nim okazało się bardzo powolne i dostałem szybkie trzy ciosy. Padłem, wczytałem rozgrywkę i spróbowałem raz jeszcze, tym razem jednak z jakimś sztyletem. Poszło łatwiej, tylko że... chwile później zostałem rozjechany przez wściekłych druidów, bo patrzyłem się na nich za długo. Absurd, humor i brytyjskie przywary przeplatają się tutaj w nieprzewidywalny sposób. Widać, że twórcy odczuwali radochę podczas zabawy tym settingiem, ale jednocześnie nie boją się utrudniać życia – bo AI potrafi być agresywne i uparte do granic, a na tym etapie niestety dość często się glitchuje. Wrogowie, dla przykładu, widzą nas przez ściany, by innym razem przejść w odległości metra i nie zorientować się w ogóle, że czaimy się na nich z kosą w ręku. 

Trzeba jednak powiedzieć, że walka bywa kapryśna. Z jednej strony odczuwamy satysfakcje z celnego headshota czy sprytnej zasadzki w wysokiej trawie, z drugiej – zdarzają się chwile, gdy toporne sterowanie czy niedopracowana sztuczna inteligencja psują zabawę. Często wrogowie reagują jak w serii Sniper Elite, czyli węszą nieprzerwanie wokół krzaków albo zawieszają się w drodze i nie potrafią przejść dalej. W dodatku łatwo się nadziać na szybką śmierć, bo wystarczy kilka celnych strzałów z wrogiego karabinu i giniemy w sekundę. Wysoki poziom trudności docenią fani Stalkera, ale mniej wytrwałych graczy może on odstraszyć. Samo strzelanie, tak swoją drogą nie jest dobrze dopracowane. Trudno trafić, a przy tym strzały nie zadają jakichś spektakularnych obrażeń. Dużo lepiej podkradać się do kogoś i eliminować od tyłu po cichu. 

Dialogi i fabuła – bywa ciężko, ale…

Atomfall_2
resize icon

Z jednej strony Atomfall ma potencjał fabularny. Zagłębiając się w wątki lokalnej władzy wojskowej czy konfrontacje między mieszkańcami, a fanatycznymi druidami, można odkryć ciekawy, ponury obraz Anglii w postnuklearnej odsłonie. Najlepszym przykładem jest wioska Wyndham, gdzie między staruszkami pod pubem toczą się dysputy o tym, czy są w stanie przeskoczyć wielkiego robota patrolującego okolicę. Jednocześnie spotkałem oficerów militarnych, którzy zagadują mnie na śmierć przydługimi monologami, nijak nie zachęcającymi do dalszego słuchania. Dialogi chwilami przypominają raczej wygenerowaną przez AI losową historię o świecie gry niż naturalne pogawędki. Widać też, że niektóre postacie są pisane z większą dawką humoru niż inne, więc fabuła miewa niewyrównane tempo. Same NPC nie są też szczególnie interesujące... no nie byłem zbytnio ciekaw, co tam słychać u pobliskich, napotkanych ludzi. 

Ale muszę przyznać, że mimo niedociągnięć w dialogach i sztucznej inteligencji, świat Atomfall potrafi wciągnąć. To coś więcej niż tylko brązowo-szare pustkowia z Fallouta; jest tu mnóstwo kolorów i brytyjskiego folkloru. Czasem wygląd lokacji przypomina fantastyczne wizje rodem z „Annihilation”, co nadaje całości unikatowego charakteru. Gra stawia na swobodę w stylu Dark Souls – są wskazówki i główne tematy zamiast questów (po prostu musimy zgłębić zadanie i odkryć, o co może chodzić), ale nie ma zakazów czy moralnych szachownic z komunikatem „zadanie nieudane". Możesz wybić całą wioskę, a gra po prostu zareaguje konsekwencjami. Brak jednoznacznych „dobrych” i „złych” ścieżek sprawia, że od razu chce się sprawdzić: co by było, gdybym poszedł w prawo, a nie w lewo. Pytanie, czy w dalszej perspektywie będzie to miało realne przełożenie na cokolwiek. Grałem za krótko, by to zweryfikować. 

Słów kilka dodam jeszcze o oprawie graficznej. Moja sesja odbywała się poprzez streaming, a jakość czasem pozostawiała trochę do życzenia (ograniczenie do 1080p/60 i utrata bitrate'u, co jest standardem w takich okolicznościach), dlatego nie będę oceniać samej grafiki. Za to pod względem designu i art-style'u jest znakomicie. Świat porasta zmutowana roślinność, widać też skutki wojny nuklearnej, pomieszczenia są pełne detali, aczkolwiek modele postaci nie wyglądają zbyt zachęcająco. Niemniej, wysoka i bujna trawa, ładne widoczki i ogólna wielkość świata (podzielonego na strefy, zapewne przez wydanie gry na "starych" konsolach) z pewnością trafią w gusta wielu graczy. 

Czy Atomfall spełni pokładane w nim nadzieje?

Po tym krótkim, ale intensywnym kontakcie z Atomfallem mam mieszane odczucia. Z jednej strony widzę szalenie klimatyczny świat, pełen brytyjskiego humoru, wolności i nieco siermiężnej, ale wciągającej akcji. Z drugiej – nie brakuje tu topornych elementów w starciach, dziwnego zachowania wrogów i rozmów, przy których można przysnąć. Pytanie brzmi: czy fabularny „haczyk” okaże się wystarczająco mocny, by przeprowadzić nas przez tę męczącą czasem otoczkę trudności i drobnych bugów? Jeśli Rebellion zdoła poprawić kluczowe elementy i podkręcić ciekawość gracza lepiej niż monotonnymi monologami, to możemy dostać coś bardzo dobrego. Jeśli jednak zabraknie iskry w narracji, zostaniemy z ładnym, lecz okrutnie wymagającym shooterem w przepięknej scenerii angielskiej wsi. 

Póki co, podchodzę do tej gry bardzo ostrożnie. Atomfall według mnie w równym stopniu przyciąga, co odstrasza. Ale właśnie ta niepewność – czy za kolejnym wzgórzem czeka wspaniała przygoda, czy niesprawiedliwy łomot od druidów – napędza chęć do dalszej eksploracji. Jeżeli lubicie gry z nieco europejską duszą, surowym klimatem i brakiem litości, to warto trzymać rękę na pulsie. Atomfall wygląda na projekt, który może albo zawiesić poprzeczkę w kwestii „immersyjnych sandboksów”, albo spektakularnie się potknąć. Premiera przewidziana jest na 27 marca na PC oraz konsole PS4, PS5 i Xbox One oraz Xbox Series X/S. Zachęcam też do zerknięcia do poniższej galerii. 

Interesuje Cię ten tytuł? Sprawdź nasz poradnik do Atomfall.

Źródło: Opracowanie własne
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper