
Recenzja gry: Shadow Warrior
Znudzony pseudorealistycznymi strzelaninami FPP, w których obecność kilkugodzinnej kampanii determinowana jest koniecznością zmontowania efektownego zwiastuna przez speców od reklamy? Poirytowany ględzeniem kompanów z zespołu w przerwie między jednym skryptem a kolejnym? Zmęczony płynącymi z radio wskazówkami, w jakie miejsce udać się po każdej zadymie? Jeśli na powyższe pytania odpowiadasz twierdząco, to lepiej trafić nie mogłeś.




„Życie jest jak gra w szachy: raz bijesz konia, a raz posuwasz królową.”


Rodzimy deweloper odwalił w tym przypadku kawał świetnej roboty, by ich gra była czymś więcej niż tylko listem miłosnym do fanów kultowych shooterów z lat dziewięćdziesiątych. Co istotne, twórcy nie zamierzali kopiować wiekowego oryginału, jak choćby ekipa Just Add Water w odświeżonym Oddworld: New ‘n’ Tasty - Polacy starą grą 3D Realms raczej się inspirowali, aby na jej fundamentach napisać kawałek kodu, który w równym stopniu zadowoli zarówno sentymentalnych graczy, jak i zupełnie nowych w temacie. „Dobra zabawa ponad wszystko” - nie mam wątpliwości, że taki właśnie cel musiał przyświecać Michałowi Szustakowi i jego drużynie, gdy warszawskie studio przystępowało do pracy nad nową wersją przygód Lo Wanga. Tak właśnie nazywa się główny bohater tej ciekawej historii, sprawnie balansującej na cienkiej linii pomiędzy komedią i dramatem. Wang na co dzień zarabia na chleb i komiksy jako profesjonalny zabójca na usługach potężnego japońskiego magnata, Orochiego Zilli. Gdy ten wysyła Lo wraz z walizką pełną dolarów po starożytną katanę Nobitsura Kage, sprawy przybierają nieciekawy obrót. Obity Wang budzi się uwięziony w klatce, z której obserwuje inwazję demonów na posiadłość Miyazakiego - właściciela drogocennego oręża.
Nieoczekiwanie z pomocą przychodzi mu sympatyczny demon Hoji, który wyjaśnia zabijace, że katana, po jaką przybył, zdolna jest pozbawiać życia istoty z innego świata. Chwilę później protagonista wchodzi w posiadanie ostrza, które - jak się okazuje - jest jednym z trzech składowych Nobitsura Kage. Aby odeprzeć potwory atakujące Japonię, Lo wraz z nowym kompanem muszą odszukać pozostałe dwie części broni i zrobić porządek z zakręconą rodziną władców demonów, co przeciętnemu graczowi na standardowym poziomie trudności powinno zająć ok. 15 - 18 godzin, w zależności od stopnia parcia na znajdźki.
„Dobra wiadomość: nie jesteś paranoikiem. Zła: wszyscy chcą cię zabić.”


Podróż przez wiele interesujących i zróżnicowanych miejscówek, takich jak wiśniowe ogrody, zniszczone miasta, ośnieżone góry czy tajne laboratoria, umilają absolutnie rewelacyjne dialogi. Choć bohaterowie nie stronią od używania słów na k / j / p, to wypowiadane przez nich kwestie nie są przesadnie wulgarne, a żarty nie dotyczą jedynie stosunków damsko-męskich, których zatrzęsienie można znaleźć w produkcjach kontrowersyjnego Sudy 51. Ironia, sarkazm, cięta riposta - takimi kartami pogrywają zarówno duet Wong / Hoji, jak i postacie drugoplanowe („Wszedłeś tam wreszcie? Bo nic nie poczułam.”) - wszystkim bez wyjątku wychodzi to doskonale. Jednak o nieprzeciętnym poczuciu humoru twórców świadczą również inne rzeczy, np. komentarze Lo na temat czynności wykonywanych przez gracza („Chcę sobie postrzelać, a nie rozwiązywać jakieś idiotyczne zagadki.”) czy przezabawne motta w ciasteczkach z wróżbami (jedne z wielu znajdziek), które poprzedzają kolejne akapity niniejszej recenzji. Popkulturowych nawiązań także nie zabrakło: jaskinia Batmana, Rocky zgarniający dziewczynę w swoim pierwszym filmie, automat z Hotline Miami - to przykłady pierwsze z brzegu.
„Strzelanie do demonów jest jak strzelanie do ludzi, tyle że bez dylematów moralnych.”


Wzorem staroszkolnych strzelanek, Wang może nosić przy sobie wszystkie znalezione bronie naraz. Arsenał to standard: rewolwer, karabin maszynowy, obrzyn, kusza, itd. Każda z pukawek posiada w dodatku dwa tryby „ognia”, a pruje się z nich wręcz wybornie. Stosunkowo szybko w ręce Lo wpadają dwa inne, bardziej egzotyczne narzędzia mordu: serce i głowa demona. Pierwsze należy rozgnieść będąc otoczonym przez mniejszych adwersarzy (wtedy eksplodują), z kolei ze łba ubitego byka Wang wypuszcza śmiercionośną wiązkę laserową. Przy całym bogactwie broni palnej, Shadow Warrior jest dość osobliwym shooterem, gdyż równie dobrze można przejść 3/4 gry... w ogóle nie strzelając. Jak już wspomniałem, Lo Wang dzierży w dłoniach wyjątkową katanę, za pomocą której może odsyłać demony z powrotem do domu. Wprawdzie nie przewidziano bloku, a bohater nie potrafi kroić przeciwników w tak finezyjny sposób jak Raiden w Metal Gear Rising, jednak zabawa i tak jest przednia, zwłaszcza że każde uderzenie można wzmocnić magią (kierunek na panelu dotykowym DualShocka 4). Protagonista między adwersarzami przemieszcza się błyskawicznie, w dodatku można rozwijać postać, moce magiczne oraz broń za punkty karmy, kryształy KI i pieniądze.
„Lepiej znaleźć miłość i ją stracić niż ją zachować, a dostać syfa.”


Graficznie Shadow Warrior nie reprezentuje tak wysokiego poziomu, jak chociażby Killzone: Shadow Fall, ale i tak może się podobać. O ciekawie zaprojektowanych i starannie wykonanych miejscówkach już pisałem (zamieć śnieżna wygląda wspaniale), solidnie wypada również oświetlenie i design przeciwników. Otoczenie jest częściowo zniszczalne, „kasujące” hordy demonów wybuchające samochody i beczki wrzucają na twarz banana, choć autorom zabrakło konsekwencji: całkiem sporo elementów w zamkniętych pomieszczeniach można zniszczyć, ale np. poduszek już nie. Płynna animacja w tak dynamiczny, arcade’owym akcyjniaku jest niezwykle istotna, dobra wiadomość jest więc taka, że gra śmiga w sześćdziesięciu klatkach na sekundę, niestety zdarzają się zwolnienia przy wyjątkowo intensywnych zadymach, ale mają miejsce sporadycznie. Gra na PS4 działa w Full HD, wersja na XOne - w 900p. Bolą także stosunkowo długie loadingi po zgonie (ok. dwadzieścia sekund) oraz drobne, jednosekundowe przycinki towarzyszące animacji otwieranych drzwi, na szczęście są na tym świecie większe problemy. Do angielskiego dubbingu i ścieżki dźwiękowej nie mam już za to najmniejszych zastrzeżeń.
Ocena - recenzja gry Shadow Warrior (2014)
Atuty
- Miodny shooter z kataną w bonusie
- Świetne dialogi i niezła fabuła
- Humor
- Solidna oprawa A/V
- Atrakcyjna cena
Wady
- Drobne problemy techniczne
- Tanie zgony
- Słabe dodatki na PS4/XOne
Świetna strzelanina, z dużym jajem i ostrą kataną. Polak potrafi!
Przeczytaj również






Komentarze (29)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych