Surfer (2024) - recenzja filmu [Monolith]. Wizje w słońcu Australii

Surfer (2024) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Wizje w słońcu Australii

Piotrek Kamiński | Wczoraj, 21:15

Niby prosta historia: facet chce popływać ze swoim synem na desce w rodzinnej Australii. Lokalsi jednak nie chcą mu na to pozwolić. To pewnie mógłby być koniec tej historii, ale przecież głównego bohatera gra Nic Cage, więc wiadomo, że tak po prostu tego tematu nie odpuści.

Braliście kiedyś LSD? No, ja też nie, ale od czasu do czasu zdarza mi się obejrzeć film tak kompletnie odkręcony, że wyobrażam sobie w trakcie, że tak to właśnie może wyglądać. Kompletne oderwanie od rzeczywistości, niemożliwość logicznego zebrania myśli, euforia tańcząca na granicy paniki. Tak czułem się oglądając scenę ze sztuką wystawianą w lesie w "Bo się boi" i tak samo czułem się oglądając najnowszy film Lorcana Finnegana... I to dobrą jego połowę!

Dalsza część tekstu pod wideo

Przyznam, że z początku myślałem, że wybieram się na głupkowate kino akcji, gdzie Cage będzie kopał tyłki spalonych słońcem blondasów. I tak jak po części właśnie to dostałem, tak generalnie nie jest to typowe kino klasy B. To bardzo specyficzny film o traumie generacyjnej, toksycznych wzorcach zachowań i odrobinę o kulturze surfowania (chociaż raczej w krzywym zwierciadle). Odnoszę jednak wrażenie, że w pogoni za tematycznym zawiązaniem całości w jedną, zgrabną paczkę, poświęcono odrobinę zwykły, prosty sens tego, co oglądamy, miejscami w bardzo odczuwalny sposób.

Surfer (2024) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Wyraziści bohaterowie

Jedna kula
resize icon

Scenariusz autorstwa Thomasa Martina skupia się przede wszystkim na trzech postaciach. Z jednej strony mamy postać graną przez Nicolasem Cage'a, tajemniczo pozbawioną imienia. Nic w jego zachowaniu nie ma większego sensu. Raz za razem podejmuje karykaturalnie nietrafione decyzje, staczając się coraz bardziej w otchłań nędzy i rozpaczy. Nie mamy jednak większego problemu z kupieniem tego jego dziwnego zachowania, ponieważ, po pierwsze: to Cage; po drugie: cały film posiada bardzo senny, oniryczny klimat, wzmacniany jeszcze dodatkowo specyficznie zrealizowanymi zdjęciami i ścieżką dźwiękową, której nie powstydziłby się Tommy Wiseau, gdyby zabrał się kiedyś za kręcenie "The Room 2".

Pozostali dwaj bohaterowie (trzej, jeśli liczyć jeszcze syna Cage'a, ale on jest tu bardziej symbolem niż pełnoprawną postacią) grani są przez Juliana McMahona i Nicholasa Cassima. Ten pierwszy ma nawet imię - Scally - drugi natomiast znany jest tylko jako "menel". Nie będę tu wchodził zbyt głęboko w symbolizm postaci, bo nie o tym miałem pisać, ale są to zdecydowanie bohaterowie uzupełniający się i, co ważniejsze na potrzeby tego tekstu, obie zagrane zostały pierwszorzędnie. Sam nie wiem czy bardziej trafia do mnie czarujący, dostojny... i lekko śliski przywódca upierdliwej grupy surferów, którzy uprzykrzają życie Cage'owi czy może przerażająco dziki, lekko animalistyczny wręcz, zaszczuty stary dziadek, pragnący odrobiny sprawiedliwości. Mam z nimi jednak pewien problem, wynikający z tego, o czym pisałem wcześniej. To są nie tyle postacie, co posągi symbolizujące pewne sprawy, przez co miejscami ich działania są nie tyle trudne do zrozumienia, co wręcz kompletnie bezsensowne. W trakcie filmu zastanawiasz się, dlaczego to się dzieje, co z tego wyniknie. Po czym nie dzieje się nic. Fabułę można czytać niby na kilka sposobów, tłumacząc sobie pewne mniej zrozumiałe wątki, ale każde jedno zawiera elementy, które zwyczajnie nie pasują do reszty. I drażni mnie to.

Surfer (2024) - recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Spaleni innym słońcem

Scally i jego kolega
resize icon

Trzeba przyznać, że film został nakręcony w fascynujący sposób. Złoto pomarańczowe słońce Australii (i wizja reżysera) sprawia, że obraz jest trochę przepalony, skąpany w przyjemnie ciepłych barwach. Szybko jednak staje się on nieprzyjemny, zbyt gorący w sprzedaniu czego pomaga zlana potem, zmordowana twarz głównego bohatera. Cage nie gra tu najbardziej nieokiełznanej wersji samego siebie, ale i tak jest to bardzo ciekawa kreacja, jedna z jego bardziej złożonych. Z początku jest trochę... Nijaki, lecz kiedy upał zaczyna mu doskwierać, kiedy zaczyna zatracać się w tym miejscu, w którym przyszło mu się znaleźć, widz naprawdę zaczyna się z nim utożsamiać, trafić kontakt z tym, co prawdziwe, a co nie. I to właśnie w tych momentach zdjęcia Radka Ladczuka robią największe wrażenie. Najazdy i mocne zbliżenia na twarz głównego bohatera stają się klaustrofobiczne, a falujący w gorącym słońcu obraz nadaje otoczeniu senny klimat. Jeśli miałbym wyróżnić w "Surferze" tylko jeden element całości, to byłyby to właśnie zdjęcia. I tylko częściowo dlatego, że zrobił je nasz krajan.

Pełen nagłych, szybkich cięć montaż również może robić wrażenie, lecz ostatecznie jestem nim lekko zawiedziony. Na przestrzeni całego filmu zastanawiałem się, co też takiego oznaczają te szybkie przecięcia, przenikające się postacie i celowe mieszanie widzowi w głowie. Później jednak seans dobiegł końca i choć po jednym tylko przebrnięciu przez wizję Finnegana trudno mi mieć pewność, to wszystko wskazuje na to, że było to jedynie wbijanie widowni przekazu metodą łopaty między oczy. Ja wiem, że to generalnie dziwny i trudny w odbiorze film, ale wcale nie jest aż tak głęboki, jak mogliby przypuszczać jego twórcy. Więcej tu komedii niż egzystencjalizmu. Myślę, że widz sam z siebie też by załapał, co takiego próbują przekazać mu filmowcy.

Koniec końców, "Surfer" jest.... Rrrraczej dobrym filmem. Zdecydowanie intrygującym, pięknie nakręconym i dobrze zagranym. Gubi się jednak odrobinę w warstwie scenariuszowej, co nie pozwala mi wystawić mu wyższej noty. Ale i tak uważam, że dla fanów Nicolasa Cage'a jest to pozycja obowiązkowa.

Atuty

  • Porywający mariaż kiczu i artyzmu;
  • Nicolas Cage;
  • Świetne zdjęcia;
  • Wciągająca, tańcząca na granicy kawy i snu historia...

Wady

  • ...oferująca dosyć bolesne przebudzenie na finiszu;
  • Reżyser zdaje się nie doceniać swojej widowni;
  • Miejscami niedopracowany scenariusz.

Nicolas Cage w wersji niskobudżetowej, ale jakże porywającej. Zakończenie mogłoby być lepsze, ale droga do niego pochłania całkowicie.

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper